niedziela, 18 sierpnia 2013

ROZPALMY SŁOŃCE, José Mauro de Vasconcelos


Zeze zostaje odesłany do wujostwa. Teoretycznie dostaje olbrzymią szansę na nowe, lepsze życie, dla mnie jednak oznacza to tylko tyle, że rodzina przede wszystkim chciała się go pozbyć, bo sprawiał tyle problemów. Zresztą o jego prawdziwej rodzinie, poza urywkowymi wspomnieniami, nie ma praktycznie nic, a to milczenie jest wymowniejsze niż milion słów. Jaka jest nowa rodzina Zeze? Chociaż nazywa swoich przybranych rodziców tatą i mamą, to są oni zamożni, ale zimni i z ogromnymi ambicjami. Zeze uczęszcza do elitarnego gimnazjum prowadzonego przez zakonników, przed i po szkole ćwiczy zaś grę na fortepianie zaspokajając ambicje swojej nowej matki. To, co miało być przyjemnością jest okropnym obowiązkiem, który jest coraz bardziej nienawidzony przez chłopca. Tata jest odległym, zapracowanym lekarzem, który nie ma czasu na przytulenie, całusa i rozmowę przed pójściem do łóżka, a to jest to, na czym najbardziej zależy Zeze. Mimo biegnących lat, marzenia chłopca wcale się nie zmieniły – dalej pragnie odrobinę czułości. Okazuje się, że rodziny, w których pieniądze nie stanowią problemu, także toczone są przez robaka bezduszności i obojętności, chorują na brak miłości i puste serca.

Jakże radzi sobie samotny Zeze w tej sytuacji? Znajduje wyimaginowanych przyjaciół. Jak zwykle. Jednym z nich jest ropucha o imieniu Adam, która wnika w miejsce jego serca i towarzyszy mu na codziennie pomagając w rozwiązywaniu wielu dylematów. Jako że Zeze nadal jest pasjonatem kina, to za drugiego przyjaciela wybrał sobie Maurice’a Chevaliera, aktora filmowego, który zastępuje mu ojca. On to bowiem po pracowitym dniu przychodzi do jego pokoju i z nim rozmawia, okazuje mu sympatię i obdarza czułością. Bolesne? Bardzo.

Każdy rozdział jest opisem kolejnej psoty, którą wymyślił Zeze, kolejnej kary, kolejnej rozpaczy. Będąc najmłodszym uczniem Zeze wykazuje się nieograniczoną fantazją, która wprowadza sporo zamieszania w szkolne życie i doprowadza do rozpaczy niejednego zakonnika. Na szczęście w szkole znajduje przyjaciela, który nie tylko widzi piękną duszę młodego Zeze, ale także potrafi przytulić go do serca – to ojciec Fayolle.

„Rozpalmy słońce” mogłaby być kolejną doskonałą książką Vasconcelosa, gdyby była o połowę krótsza. Naprawdę było konieczne wprowadzanie opisów tych wszystkich psot? Kolejny rozdział, kolejny figiel, kolejna sprawa, która niewiele nowego wnosiła do obrazu całości. Po dziesiątym rozdziale było to wręcz nużące. Już wcześniej przecież średnio inteligentny czytelnik zdołał zrozumieć jak bardzo samotny i niezrozumiany był Zeze, również to, jak bardzo cierpiał. Czasami mniej znaczy więcej. Książce brakuje świeżości, tego czaru z „Mojego drzewka pomarańczowego”, co powodowało, że nie czytało się jej ze ściśniętym sercem i zapartym tchem. Miałam wrażenie, że po prostu jest przegadana. Są oczywiście momenty, które powodują, że potrafi ona ogrzać zziębnięte serce, są to szczególnie te chwile, które dotyczą ojca Fayolle i Zeze, ale tym razem to nie wystarczyło, aby mnie zachwycić, aby mną wstrząsnąć po raz drugi. Książka zostawiła mnie letnią. W tym wypadku odnoszę wrażenie, że czasami pewne historie nie powinny mieć kontynuacji, aby nie spłaszczać całej wymowy.

Z rozpędu przeczytałam ostatnią część historii o samotnym chłopcu Zeze - “Na rozstajach”. Sięgnęłam po nią z nadzieją, bo była krótka. O tym jednak następnym razem. 



____________
José Mauro de Vasconcelos, Rozpalmy słońce, przeł. Teresa Tomczyńska, Muza, Warszawa 2008, s.
303.


-----------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Literacka Ameryka Południowa, Z literą w tle, Z półki - 2013.

Image and video hosting by TinyPic

8 komentarzy:

  1. Znowu autor, o którym nie słyszałam. Problematyka wydaje się ciekawa, chociaż jeśli są opisy, które uznałaś za niepotrzebne, to raczej na razie nie będę po książkę sięgała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowilam sie poplatac troche po ameryce Poludniowej i zawitalam do Brazylii. Ksiazki tego autora juz od jakiegos czasu goszcza na mojej polce. Z calego serca polecam "moje drzewko pomaranczowe", o ktorej pisalam post wczesniej.

      Usuń
  2. Nie wiedziałam, że książka ma kontynuację...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz niedlugo napisze pare slow o czesci trzeciej.

      Usuń
  3. Kurcze znięchęcaja mnie te długaśne opisy, ponieważ nie przepadam za czymś takim, ale być może książka warta jest troche pomeczenia sie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie sa dlugasne opisy, raczej powtarzany szablon niemal kazdego rozdzialu. Mialam przesyt. Z pewnoscia warto siegnac po pierwsza czesc historii, ktora goraco polecam.

      Usuń
  4. Pierwszą część czyli "Moje drzewko pomarańczowe" mam w planach i dopiero po lekturze zdecyduję czy sięgnąć także po "Rozpalmy słońce". :)

    OdpowiedzUsuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)