Ostatnio mam taki nastrój, a nie inny i nie w głowie mi ambitniejsze pozycje, za namową koleżanki sięgnęłam więc po „Dziewczynę na Times Square” . Trzeci tom trylogii o Tatianie i Aleksandrze autorstwa Simons czeka na półce, ale chyba po niego nie sięgnę w przyszłości, o ile w ogóle. Nie chce sobie psuć obrazu o wielkiej miłości, jaki powstał w mojej głowie po przeczytaniu dwóch pierwszych tomów. Coś czuję, że runąłby on w gruzach, a tego nie chcę.
W „Dziewczynie na Times Square” poznajemy zapracowaną
studentkę Lilyanne Quinn borykającą się z problemami finansowymi. Lily właśnie
porzuca chłopak, matka zachowuje się jak dziecko i nie może jej wesprzeć
ponieważ sama boryka się z wieloma problemami, z alkoholizmem i hipochondria
włącznie, ojciec ucieka od problemów w swój własny świat, siostry właściwie
tylko istnieją, brat – kongresman zajęty jest światem polityki… Jakby tego było
mało jej współlokatorka i przyjaciółka znika w niewyjaśnionych okolicznościach.
Lily zostaje ze wszystkimi problemami sama, nie ma się komu zwierzyć, nikt nie
może jej przytulić do serca. Wydaje się, że wszystko może naprawić
niespodziewana wielomilionowa wygrana na loterii, która spada na Lily jak grom
z jasnego nieba, ale zamiast ucieszyć - przygniata. Niestety fortuna kołem się
toczy i wkrótce Lily dowiaduje się , że choruje na ciężką postać białaczki…
Paullina Simons połączyła w tej powieści wątek romansowy,
kryminalny i melodramatyczny w bardzo zgrabny sposób. Nie mogłam się przy tej
książce nudzić, bo każdy motyw jest interesujący i ma znaczenie.
Przyznaję, że mam do Simons słabość i znowu wybaczę jej nieścisłości
historyczne. W „Dziewczynie na Times Square” pojawia się wątek polski, ponieważ
babcia Lily pochodzi z okolic Gdańska. Mamy więc wplecionych nieco wspomnień
wojennych, jednak widać, że autorka do tej lekcji się niezbyt przygotowała.
Jednakże, przymknęłam na to oko, bo całokształt
powieści bardzo przypadł mi do gustu. Znowu z zapartym tchem przeżywałam
rozterki sercowe głównej bohaterki i wzdychałam „jak oni się kochają!”. Taka
już romantyczna dusza ze mnie, nie da się tego ukryć, chociaż muszę przyznać,
że Simons balansuje czasami na krawędzi kiczu. Jednak nie wątek romansowy
jest najmocniejszą stroną powieści. Walka Lily z chorobą w jej różnych fazach,
jej przemyślenia na temat życia i śmierci, ewolucja jako osoby - to właśnie skradło moje
serce. Tak, pękało mi z rozpaczy, kiedy czytałam, jak mało wsparcia i
pomocy otrzymała od egoistycznych i tchórzliwych bliskich, zbyt zajętych swoimi
sprawami. Czasami pomniejszali oni istotę jej choroby, czasami próbowali
wyciągnąć z niej jak największe korzyści. Jakie to smutne i prawdziwe.
„Dziewczyna na Times Square” to także historia rodziny
alkoholika, we wstrząsający sposób zostało pokazane jak choroba alkoholowa niszczy
wszelkie więzi i rozprzestrzenia swe macki na wszystkich członków. Ziemia
się burzy. Kłamstwa, sekrety, oszustwa wypływają na powierzchnię, wszechświat
pragnie się oczyścić, demony wychodzą z ukrycia, a prawda wychodzi na
jaw. To powieść o tajemnicach i sekretach, które są starannie
ukrywane, a których poznanie może przynieść wiele bólu i cierpień, ale także
uleczyć dawne schorzenia.
Powieść Paulliny Simons jest świetnym czytadłem od
którego nie mogłam się oderwać, ale także powieścią, która pozwoliła mi się
zamyślić nad wieloma sprawami. Dokładnie tego teraz potrzebowałam i wiem, że to
nie będzie ostatnia książka tej autorki po jaką sięgnę.
Paullina Simons, Dziewczyna na Times Square/The
Girl in Times Square, przeł. Katarzyna Malita, s.479, Wydawnictwo Świat
Książki, Warszawa 2012.
Zdania napisane kursywą są cytatami z
książki.
----------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z literą w tle".

Czytałam tę książkę bardzo dawno temu i niewiele już z niej pamiętam. Może kiedyś przyjdzie czas na odświeżenie lektury. Żałuję, że Simons nie napisała nic nowego. Chętnie przeczytałabym coś na miarę "Jeźdźca miedzianego". Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń
UsuńPrzede mna jeszcze "Czerwone liscie", "Jedenascie godzin" i "Droga do raju". Zapas wiec mam:). Chociaz watpie, ze ktoras z tych ksiazek bedzie na miare "Jezdzca.."
Chętnie przeczytam, gdyż mam dobre wrażenia ze spotkań z Panią Simons :)
OdpowiedzUsuń
UsuńJa bardzo chcialabym gdzies dorwac "Tully", ale nigdzie nie widzialam.
Na razie moje spotkania z Simons oceniam pozytywnie i zamierzam przeczytac wiecej jej ksiazek.
Paullina Simons to świetna pisarka. Przeczytam na pewno.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Fakt, pisarka jest niezla, sama mam ochote na jej inne dziela.
UsuńPozdrawiam cieplo.