niedziela, 26 sierpnia 2012

AGNES GREY, ANNE BRONTE


"Obyś cudze dzieci uczył" chciałam zakrzyknąć nie raz podczas lektury "Agnes Grey" Anne Brontë. Wichry niepomyślnego losu zmusiły tytułową Agnes Grey do przyjęcia posady guwernantki w rodzinie Bloomfieldów, gdzie już podczas pierwszego dnia musiała przekonać sie, jak bardzo ciężkim kawałkiem chleba jest nauczanie. Rodzinę, która przyjęła ją pod swój dach nie można nazwać sympatyczną. Wiejąca chłodem pani Bloomfield, która stanowczością wykazuje się tylko względem młodej guwernantki. Ówczesny dorobkiewicz - pan Bloomfield, człowiek pozbawiony jakikolwiek dobrych manier, wymagający bezdyskusyjnego posłuszeństwa od wszystkich członków rodziny i samej Agnes. Dzieci z piekła rodem: panicz Tom - siedmioletni sadysta przekonany o swojej wyższości i nieomylności, które to cechy były troskliwie pielęgnowane przez rodzicow oraz wuja; Mary Ann - rozpuszczona pannica (nawet nie potrafię napisać panienka, bo jej zachowanie jest wiecej niż karygodne); panienka Fanny - nieumiejąca nic i niechcąca się niczego nauczyć. Szczerze mówiąc ja po pierwszym dniu w takim domu uciekłabym oknem przy pierwszej nadążającej się okazji, ale nie obowiązkowa Agnes Grey. Przepełniona młodzieńczym entuzjazmem wierzyła, że niesiony przez nią kaganek oświaty wskaże  młodym Bloomfieldom właściwy kierunek i poskromi ich rozbuchane temperamenty wlewając nieco oleju do głowy, może nawet wygładzi ich maniery. "Daremne żale, próżny trud...". Współczułam serdecznie młodej Agnes, bo takich Bloomfieldów spotkałam nie raz na swojej, na szczęście nienauczycielskiej, drodze. Wiek XIX czy XXI - nieważne - wciąż można spotkać rodziców, którzy są tak zachwyceni swoim potomstwem, że aż ślepi i glusi na to, co owe potomstwo wyprawia. Sami nie wychowują ich wcale mimo swego rodzicielskiego obowiązku, radośnie powierzają za to tę sprawę innym osobom jednocześnie zabraniając korzystania z jakiegokolwiek systemu kar i nagród. Przepraszam - mogą być tylko nagrody. Tylko za co? Nietrudno sie domyślić, że brak wspólnej wizji kształcenia młodych Bloomfieldów doprowadza do tego, że  Agnes Grey zostaje odprawiona. Wini oczywiście siebie i swój brak kompetencji, ja natomiast podziwiam ją, że wytrzymała tak długo doświadczając tyle poniżenia ze strony tej rodziny.


Dla kontrastu, można byłoby powiedzieć, Agnes Grey pisze o swojej rodzinie. Nie jest idealna, bowiem ojciec omamiony wizją bogactwa powierzył cały swój skromny dobytek kupcowi, którego statek zatonął na morzu. Zła kondycja finansowa rodziny tym samym jeszcze się pogorszyła, wpędzając ojca w depresję. Opoką tej rodziny jest matka, która dba nie tylko o dobre wychowanie i kształcenie córek, ale także o finanse rodziny i swojego męża, którego wspiera całą sobą. Widoczna jest miłość, głęboki szacunek i wzajemne przywiązanie wszystkich czlonkow rodziny.

Agnes Grey jest osobą, która się nie poddaje, postanawia więc jeszcze raz spróbować szczęścia jako guwernantka. Trudno powiedzieć, czy tym razem miała więcej szczęścia. Horton Lodge zostaje jej przystanią na kilka następnych lat, ale z pewnością państwa Murray nie może nazwac swoją drugą rodziną. Zachwycona samą sobą Rozalia oraz kochająca łowy i konie Matylda są kolejnymi uczennicami Agnes. Samotna pośród ludzi, niemal niezauważana i traktowana trochę lepiej od służącej poznaje wikarego Westona, który staje się jej jasnym promykiem w mrocznej i smutnawej egzystencji…

To moje pierwsze spotkanie z Anne Brontë i uważam je za udane. Podobał mi się sposób w jaki Anne pisze i zwraca się do Czytelnika, to taka ujmująca maniera. Wiele czasu poświęca w swojej powieści swoim uczniom, to właśnie ich najlepiej opisuje, ale cóż w tym dziwnego, skoro każdy moment życia guwernantki był nimi wypełniony nie pozostawiając czasu na inne sprawy czy chwilę oddechu. Zresztą każda skromna i dobrze wychowana panna nie ośmielałaby się narzucać nikomu swoją osobą. "Agnes Grey" ma swój czar i czyta się ja dobrze, a wiele z przemyśleń narratorki nie straciły na aktualności. 

"Agnes Grey" oparta jest na motywach autobiograficznych.

----------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Klasyka literatury popularnej".

----------------------------

Książkę przeczytałam w ramach sierpniowego wyzwania "Trójka e-pik"- powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii

7 komentarzy:

  1. Mam na oku tę książkę. Wiele pozytywnych opinii czytałam i z chęcią zapoznam się z tą historią. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Jesli lubisz "Jane Eyre" i ksiazki w tym klimacie, to się nie zawiedziesz, chociaż "Agnes Grey" nie jest tak dobra, to wciąż jest to interesujaca lektura.

      Usuń
    2. Nie czytałam jeszcze "Jane Eyre", ale myślę, że takie powieści będą mi się podobać :)

      Usuń
  2. Wszystko co napisały siostry Brontë stanowi przedmiot mojej pożądliwości:)Mam oczywiście świadomość że nie każda z ich książek jest tak znakomita jak "Jane Eyre", jednak wydaje mi się że i tak się nie zawiodę. Cieszę się że nareszcie zostały u nas wydane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Moim prywatnym wyzwaniem czytelniczym jest przeczytanie wszystkich ksiazek napisanych przez siostry Bronte :), maja w sobie wiele uroku, specyficznego czaru, ktory bardzo lubie.
      Ciesze sie ogromnie, ze wreszcie polscy czytelnicy (w tym i ja) maja okazje poznac te, ktore do tej pory nigdy nie zostaly przetlumaczone na jezyk polski.

      Usuń
  3. Cieszę się na moment, gdy zacznę czytać "Agnes" (porównam od razu z własnymi doświadczeniami nauczycielskimi - choć moje były zdecydowanie lepsze). Przyłączam się do Twojego "Brontowego wyzwania" - też chciałabym przeczytać wszystkie powieści wszystkich sióstr. Może trzeba by ogłosić takie wyzwanie? ;) Bo widzę, że wyzwania czytelnicze naprawdę działają motywująco - i inspirująco,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogłoś, ogłoś! A ja się do niego chętnie przyłączę!
      Wszystkich książek sióstr jeszcze nie czytałam.
      Zobacz do mojej zakładki z wyzwaniami, chyba nieźle mi poszło w tym roku:)

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)